http://aksinicoffeepainting.art-madam.pl/

<- zapraszam na zakupy :) malunki kawą; a blog dotyczy lektur i tzw codzienności matki na macierzyńskim - bo za szybko ten czas mija, bym miała nie notować ;)

„Złe matki są najlepsze”

Matyldy Kozakiewicz. Sięgnęłam z powodu nazwiska – w Mieście Krasnoludków nosi je świetna prawniczka. Że autorka jest blogerką dostrzegłam później. Brak refleksu przypłaciłam lekturą, której bym się ustrzegła. Nie jest to zła książka, czasem bywa dowcipna, w końcu czego oczekiwać po „zwykłej matce”… Następnym razem przeczytam dokładniej okładkę, zanim zdecyduję wyjść z książką z biblioteki.

„Z biegiem sztuki”

Ivana i gradimir Smudja. Absolutne cudo, czarny koń, uwielbiam kreskę pana Gradimira.  W tej opowieści Luna, ruda dziewczynka pojawiająca się w końcówce komiksu o Vincencie, w towarzystwie rzeczonego Vincenta, podróżuje przez wieki malarstwa. Panele pokazujące różnorodność stylów w malarstwie to prawdziwe perełki. Historyjki – który malarz kogo uwiódł, kto został zdradzony, kto umarł z głodu – a moja ulubiona to…

„Nasz przyjaciel Szatan”

Marzec, Lalko, Murawski. Polski komiks. Przyjemna dla oka kreska, zabawna fabuła. Dobrze się czytało, dobrze oglądało, Hitler gotujący w kuchni i jego złowróżbne maszyny – ubawiło. Jeśli kto nie ma zbyt ortodoksyjnego podejścia do KK – polecam. W sumie nawet dla dzieci się nada, bo golizny i przekleństw brak, a sam koncept – a udowodnij czytelniku, że jest inaczej, niż…

Nie o diable w buraczkach

To nie jest opowieść o tym, że diabeł tkwi w buraczkach. Dla wszystkich rodziców oczywiste jest, że dziecię nie wybiera ulubionego pokarmu ze względu na smak – bo czy możemy mówić o smaku rozgotowanej papai? – lecz ze względu na kolor owej papai. Szatanna ukochała sobie nie marchewkę, lecz buraczki, co doprowadza do dialogów: – Żono, ja nie wiem, jak…

art nouveau – Kawowa Wróżka

Że niby taka ze mnie cwaniara – poradziłam dziewczynie, lepiącej cudne figurki rybek, inspirowanych Fantazją – by spróbowała zrobić coś w stylu Muchy, że to zawsze ozdobne, na czasie, ładne nawet… stwierdziła, że w inny czas, bo za trudne. Oburzyłam się, że niby co w tym trudnego. Ale zanim dałam wyraz tym uczuciom, sama spróbowałam coś na kształt „Zodiaku” –…

Rehabilitantka obmacała mię uważnie.

- To musi boleć. – zawyrokowała. Skoro musi, to się zgodziłam, ja zgodna jednostka jestem. – Ostatnio nawet myślałam o stworzeniu jakiegoś serwisu dla młodych mam, bo to, w jakim stanie do mnie przychodzą, to jakiś dramat. – Ale tak się pani tego naogląda, co ciąża i poród i połóg robią z kobiety, że sama nie będzie pani chciała w…

„Bogini tańca” + varia o sąsiadach za morzem

Książkę „Bogini tańca” wygrałam w konkursie. Po raz pierwszy brałam w jakimkolwiek konkursie udział – i wygrałam. Dziwna sprawa. Jakbym wcześniej wiedziała, że mam talent do gier losowych – to może częściej brałbym udział. Może nawet w lotto bym zagrała. „Dziennik” Niżyńskiego długi czas stał na honorowym miejscu w mojej biblioteczce, dołączyła do niego biografia Wacława. Ale „Popołudnia Fauna” czy…

Dialog hipotetyczny

P: Mamusiu, kiedy się zorientowałaś, że poniosłaś porażkę wychowawczą? O: Od początku nie miałam specjalnych złudzeń. P: ?!? O: No co? Nie udało mi się wychować brata, kota, nawet męża – jakim cudem miałoby się udać z tobą?

„Urodzić dziecko”

Kristina Sandberg. Szwedka. Opowieść o niechcianym, przypadkowym macierzyństwie tuż przed wybuchem wojny. 600 stron, czytelny druk – naprawdę oczy odpoczywają, kiedy jest więcej światła i szerszy margines. Opowieść w formie monologu wewnętrznego wymieszanego z dość stronniczym komentarzem profetycznego narratora, nie lubię takiej formy. Istnieją jeszcze dwa tomy losów bohaterki, z czego ostatni został nagrodzony nagrodą literacką w Szwecji. Wiem, że…